Lars Kepler – „Piaskun” [RECENZJA]

Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym poleciła komuś „Piaskuna” i nie był z niego zadowolony. Jedni nie mogą po nocach spać, bo się boją, inni – bo czytają. Dlatego leci do Was dzisiaj recenzja tej właśnie książki. Bo nic tak nie rozgrzewa w grudniowe wieczory, jak odrobina książkowych emocji.

piaskun300

„Piaskun” jest kolejną, czwartą już częścią serii powieści o komisarzu Joonie Linnie. Poprzednie, czyli „Hipnotyzer”, „Kontrakt Paganiniego” i „Świadek” sprzedały się na całym świecie w milionach egzemplarzy.  Sam „Hipnotyzer” został przetłumaczony na 38 języków i osiągnął międzynarodowy sukces, a jego zwieńczeniem był film, wyreżyserowany przez genialnego Lasse Halstroma.

Już sama postać autora budzi pewną ciekawość, ponieważ za sukcesem powieści „Larsa Keplera” stoją dwie osoby. To Alexander Ahndoril i Alexandra Coelho Ahndoril – para, która zaczęła pisać książki dla pieniędzy i wcale tego nie ukrywa. Jednocześnie idzie im to tak dobrze, że nie ma się co dziwić, iż obecnie są jednymi z najbogatszych Szwedów.

A czemu Lars Kepler? Lars to hołd złożony szwedzkiemu autorowi kryminałów Stiegowi Larssonowi, a Kepler pochodzi od niemieckiego naukowca Johannesa Keplera (1571-1630) – czyli w skrócie, tym pseudonimem pisarze oddali hołd inspirującym ich ludziom.

O czym jest „Piaskun”? Na dzień dobry dowiadujemy się, że jeden z bohaterów Mikael Kohler-Frost zaginął trzynaście lat temu, a siedem lat temu został uznany za zmarłego. I nagle pojawia się sam, w środku nocy, całkiem zakrwawiony na moście kolejowym koło Sztokholmu. Co się z nim działo przez te wszystkie lata? Dlaczego twierdzi, że został porwany, był przetrzymywany i wypuszczono go dopiero teraz?

Dreszcze pojawiają się u czytelnika po raz pierwszy, kiedy wspólnie z bohaterami książki, przekraczamy próg zamkniętego zakładu o zaostrzonym rygorze. To właśnie w tym zakładzie siedzi jest Jurek Walter (oj, Jurek może być głównym bohaterem Waszych koszmarów po tej lekturze). Jurek to kolejny bohater, który skrywa w sobie mroczną tajemnicę i jest bardzo, bardzo niebezpieczny.

Jurek Walter będzie mówił do ciebie spokojnie, na pewno sympatycznie. (…) Ale potem wieczorem, w drodze do domu, skręcisz na przeciwległy pas i zderzysz się czołowo z ciężarówką… albo wpadniesz do sklepu z narzędziami i kupisz siekierę, zanim odbierzesz dzieciaki z przedszkola – w taki sposób autor przedstawia nam postać najbardziej niebezpiecznego seryjnego mordercy w Szwecji.

Jurek jest typem przestępcy, który nas przeraża. Jest sprytny, przebiegły i ma niezwykłą zdolność do manipulowania ludźmi. O tym mają przekonać komisarz Joona Linna i Saga Bauer – pani nadinspektor  szwedzkiej służby bezpieczeństwa.

I tu przechodzimy do kolejnej, świetnie zarysowanej w tej książce postaci. Saga ma spore problemy ze swoją psychiką i z przeszłością, która ją prześladuje. Trudna relacja z matką, a jeszcze trudniejsza z ojcem mocno odbiła się na jej życiu. Mimo to poznajemy ją jako, piękną, niemal eteryczną funkcjonariuszkę, która swoje ciało traktuje jak maszynę – ćwiczy, boksuje i namiętnie uprawia jogging. Dodajcie do tej mieszanki glocka w kaburze i mamy naprawdę interesującą – choć przyznam, że momentami nieco sztampową – postać.

W „Piaskunie” przeszłość i teraźniejszość są dobrze ze sobą splecione. Retrospekcje nie nudzą, a robią to, co robić powinny – pogłębiają rys charakterologiczny postaci.

W książce Keplera mamy do czynienia z bohaterami, którzy są tak zarysowani, że ich osobowości robią wrażenie. Są to osoby niezwykle wielowymiarowe z wachlarzem zalet i słabości.

Autorzy są mistrzami słowa, potrafią się nim bawić i robią to w bardzo dobrym stylu. Książka się nie nudzi, nie ma w niej przestojów, ani przewidywalności. Z ciekawością towarzyszącą nam od początku do końca lektury, trudno się rozstać. Bo choć do układanki dołączają kolejne elementy, to nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak będzie wyglądać na samym końcu. Czytelnik jest przepełniony jednocześnie strachem, ciekawością i obawą o to, co wydarzy się dalej, bo na miejsce jednej rozwikłanej tajemnicy pojawia się kolejna.

Sama książka jest napisana tak, że nawet jeśli nie czytaliście poprzednich części, nie będziecie mieli absolutnie żadnych trudności, żeby przez nią przebrnąć.

Lars Kepler, „Piaskun”, wydawnictwo Czarne, 2014