Reklama książki? A co to?

Żyjemy w czasach, w których reklamy wyzierają na nas z każdego kąta. Dzięki nim wiemy co nosić, czym pachnieć, jakim samochodem najlepiej jeździć i gdzie mieszkać. Jest jednak pytanie, którym od jakiegoś czasu zaprzątam sobie głowę: skąd mamy wiedzieć, co czytać?

Reklam książek jest mało. W telewizji ich prawie nie uświadczycie, w internecie są upchnięte gdzieś w czeluściach, a w gazetach zajmują ledwie 1/10 strony, jeśli już w ogóle się tam pojawią. Czasem w oko wpadnie Wam jakiś billboard na mieście, czy ulotka. Ale nadal – w porównaniu do zalewu reklam innych produktów – to trochę mało. Czemu tak jest? Bo co? Bo się nie da? Bo za drogo? Bo brak pomysłu?

Najświeższym produktem reklamo-podobnym na polskim rynku, jest kampania społeczna prowadzona przez Instytut Książki pod naprawdę dobrym hasłem „Mała książka – wielki człowiek”. No i trochę jest tak, że na tym dobrym haśle pomysł się kończy.

Najważniejsze pytanie, jakie powinni zadać sobie twórcy kampanii (a mam wrażenie, że go nie zadali), to: „do kogo chcemy dotrzeć?” Do tych, którzy już czytają swoim dzieciom? Jeśli tak, to po co, skoro już czytają? A może do tych, którzy sami nie lubią czytać i nie robią tego ani dla siebie, ani dla swoich pociech? Chyba jednak to drugie.

Tylko czy takie osoby chętnie wezmą udział w konkursie, w którym do wygrania są… książki? Nie sądzę. (Przy okazji – konkurs trwa do 18 grudnia https://goo.gl/8G9wZJ  – łapcie link) Czy osoby mało zainteresowane książkami zwrócą uwagę na taki spot…

…i wyciągną z niego jakiekolwiek wnioski? Grafiki powiązane z tą kampanią też są niezrozumiałe i mało czytelne, choć nie brzydkie.

kv-1

Ale co? Że jak będziesz czytała małemu Jasiowi książkę, to wyrośnie on na mężczyznę z kucykiem i szortach w kratkę? Czy to nie jest Jaś, a Janinka? Nie wiem. Mamy tam też jakiegoś królika, który kica i kulki, które mogłyby uchodzić za piłki. Ale czym są? Nie wiem.

A już wiecie, co mnie najbardziej wkurza? Że cała kampania jest reklamowana jako mająca związek z ogólnopolskim projektem ‘Książką połączeni’, w ramach którego w grudniu rodzice przebywający na oddziałach położniczych w całej Polsce, otrzymają bezpłatne wyprawki czytelnicze z książką „Pierwsze wiersze dla…”.

Tyle, że o tym „ogólnopolskim projekcie” w sieci nie znalazłam praktycznie ani słowa. Byłam także ostatnio z wizytą na porodówce i niestety nie kojarzę, żeby ktoś biegał po korytarzu z naręczami książek i wręczał je młodym rodzicom…

Jeśli czyta mnie ktoś, kto te wszystkie mądre kampanie i reklamy wymyśla, niech wie, że wszystko się da zrobić, naprawdę! Żeby nie być gołosłowną, podam nawet przykłady. Zobaczcie, jak w fajny i ciekawy sposób można zareklamować książkę. Bo przecież jest ona produktem – jak preparat na kaszel i gorączkę, czy nowe buty.

W całkiem niezłym kierunku idą trailery książkowe – tutaj propozycja od Wydawnictwa Sonia Draga:

Promocja książki Charlotte Link „Oszukana” autorstwa wydawnictwa Sonia Draga.

Do form promocyjnych książek stosowanych w Polsce śmiało można zaliczyć między innymi specjalne wydania książek z tak zwanymi okładkami filmowymi. Jest spora szansa, że dzięki temu, że film się spodobał, czytelnik łatwiej zidentyfikuje, a przede wszystkim sięgnie po taką książkę.

Wielkie pokłony także dla organizatorów wszelakich Targów Książki, te w Krakowie co roku przyciągają setki osób. Na targach naprawdę bardzo skutecznie mogą promować się wydawnictwa i autorzy. Jednak tutaj po raz kolejny pojawia się problem – na targi przychodzą ci, których książki interesują. Nieprzekonani nadal pozostają nieprzekonanymi.

Jak przyciągnąć do siebie kogoś, kogo książki w ogóle nie obchodzą? Pomysłem.

Zobaczcie!

Książka zawsze dobrym towarzystwem

Kampania „The right book will always keep you company” – czyli „odpowiednia książka, zawsze będzie dla ciebie dobrym towarzystwem” – jest chyba jedną z moich ulubionych kampanii reklamowych związanych z książkami.

the-right-book-will-always-keep-you-company-stalin-1024x723

991a4d273dcb5bc0f34df5a0d21208db

Zresztą to nie pierwszy tak dobry pomysł tej sieci – tutaj reklama z 2008 roku:

lee-mas-1024x716

Zerknijcie też na inne ciekawe i pomysłowe projekty:

Dla porównania dorzucam kolejną kampanię społeczną skleconą w Polsce, pod dumnie brzmiącym hasłem „czytam, więc wiem”. Widać różnicę? Kiepska grafika. Wyświechtany – lekko sparafrazowany  – slogan. Po raz kolejny nie do końca wiadomo o co chodzi. Że co? Że jak czytasz książki to możesz zostać marynarzem? I bez tego możesz.

55cb39266070e_o

 

Żeby nie kończyć tym smutnym akcentem. Coś dla miłośników książek na papierze:

Reklamy

There are 3 comments

  1. vivirsinprisas

    W sumie to byłam w szoku, kiedy zobaczyłam swój pierwszy w życiu trailer książki, ale coraz więcej wydawców i autorów decyduje się na promocję nowości wydawniczych w ciekawy sposób przy korzystaniu z nowych technologii. A ostatni filmik jest genialny! 🙂

  2. asmarzewska

    Z reklam promujących czytelnictwo do dziś pamiętam stare, powtarzane do znudzenia w telewizji i radiu „Czytaj dziecku 20 minut dziennie, codziennie.” I dobrze, że się tak wbiło w pamięć, bo to pożyteczne, mam jednak nadzieję, że nie tylko mnie, ale przede wszystkim targetowi, do którego to hasło było kierowane 😉 Jeśli chodzi o reklamy samych książek, to najbardziej widoczne są chyba bilbordy. A tak, to w prasie „branżowej”: „Książki – magazyn do czytania” to kopalnia reklam, częstokroć bardzo ładnych, trochę można znaleźć w „Przekroju”, o gazetce Empiku nie wspomnę. Trailery książek – rzadkość, na pierwszy rzut oka super pomysł, gdyby je porządnie robić mogłyby stanowić integralną, artystyczną część książki. Temat mnie interesuje, więc na pewno będę śledzić. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.