„Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” [RECENZJA]

Obraz Martina McDonagha opowiada historię kobiety rozżalonej tym, że po kilku miesiącach od tragicznej śmierci jej córki, sprawcy brutalnego gwałtu i mordu pozostają niewykryci. Trochę w przypływie geniuszu, a trochę szaleństwa, decyduje się wynająć trzy nadgryzione zębem czasu billboardy, na których umieszcza bardzo mocne przesłanie.

Ten ruch powoduje potężne zamieszanie ze wzlotami i upadkami bohaterów, trudnymi decyzjami, wewnętrznym rozdarciem i walką o „happy end”, który może nigdy nie nadejść. I tak właściwie kształtuje się cała linia fabularna.

Pewnie wypadałoby napisać, że „Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri” mają już na koncie 56 nominacji i 19 nagród, w tym Złote Globy i inne prestiżowe wyróżnienia, którymi hojnie obdarowano i aktorów i reżysera. No to napiszę. Ale… powiem brzydko tak: w nosie mam wszystkie Złote Globy, Oscary i inne Złote Maliny. Oglądałam tonę filmów wynagradzanych na wszystkie strony, które były po prostu słabe i drugie tyle takich, które trzymały za serce do ostatniej sceny i nie dostały nawet pół nagrody.

Debaty o nagrodach zostawmy z boku i podumajmy nad faktem, że „Trzy Billboardy…” to po prostu bardzo dobry film. Zrealizowany z zamysłem, z dobrymi ujęciami, scenariuszem, ścieżką dźwiękową i aktorami. No właśnie!

„Trzy billboardy”, tak naprawdę stworzyło „Troje Aktorów”: Frances McDormand, Sam Rockwell i Woody Harrelson – a ich spotkania na ekranie były ucztą dla oka i ucha.

McDormand dostała do odegrania naprawdę trudną rolę, ale podołała jej w 120 procentach. Jej bohaterka Mildred Hayes jest kobietą po przejściach (choć to określenie, zdaje się, nie daje pełnego obrazu sytuacji). Epatuje wulgarnością i agresją. Wie, komu należy się szacunek, a komu nie. A jednocześnie jest po prostu matką, która przeżywa chyba najgorsze dla rodzicielki emocje. W dodatku właściwie nie może liczyć na nikogo innego poza sobą.

giphy

Rockwell zrobił to, co potrafi najlepiej. Oficer Jason Dixon jest na ekranie nieco psychopatyczny, trochę wybuchowy. Ma twardą dupę, miękkie serce i matkę majaczącą gdzieś w tle. Jest rasistą. Podejmuje od groma kiepskich decyzji, a podpowiedzi do ucha sączy mu wybujałe ego. Możemy z bliska oglądać jego przemianę i na zmianę pałać do niego uwielbieniem i nienawiścią.

giphy

Woody dał popis stoicyzmu. Absolutnego stoicyzmu. Szeryf Bill Willoughby jest przykładem tego, że każdemu, nawet najlepszemu, coś może się nie udać, jeśli zderzy się z siłą większą od siebie. Poznajemy go też, jako troskliwego i kochającego ojca, choć ta troska okazywana jest w nieco innym znaczeniu od tej, którą sobie wyobrażacie.

giphy
Jaki jest morał z całej tej historii? No taki, że nic nie jest do końca tylko białe albo czarne, dobre lub złe. Bo można okrutnie tęsknić za swoją córką, a jednocześnie bez ostrzeżenia kopać między nogi jej rówieśników. Można być na co dzień rozpieszczonym maminsynkiem z bardzo niestabilnym charakterem, ale kiedy trzeba działać w słusznej sprawie – to się to po prostu robi. Można być wspaniałym, dobrym i szlachetnym człowiekiem po to, aby ostatecznie zdecydować się na coś, co ani z dobrem, ani ze szlachetnością ma niewiele wspólnego.

A Ty jako widz możesz w jednej chwili czuć się zniesmaczony i przestraszony, a pięć minut później zaśmiewać się w głos (o to zadbał, z nieco komediową rolą – Peter Dinklage):

giphy

Powiem wam szczerze, że w „Trzech Billboardach…” dostrzegłam ogromny potencjał na serial, który byłby w stanie przedstawić wszystkie postaci i ich dylematy w nieco pełniejszym wymiarze. Niepełne dwie godziny to jednak za mało i trochę to widać.

I to jest mój jedyny zarzut do tego filmu.

[OPIS DYSTRYBUTORA: Małe miasteczko na amerykańskiej prowincji. Od morderstwa córki Mildred Hayes (nagrodzona Oscarem Frances McDormand) upłynęło kilka miesięcy, a lokalna policja nadal nie wpadła na trop sprawcy. Zdeterminowana kobieta decyduje się na śmiałe posunięcie: wynajmuje trzy tablice reklamowe na drodze wiodącej do miasteczka i maluje na nich prowokacyjny przekaz, skierowany do szanowanego przez lokalną społeczność szefa policji, szeryfa Williama Willoughby’ego (nominowany do Oscara Woody Harrelson). Gdy do akcji wkracza zastępca szeryfa, posterunkowy Dixon (Sam Rockwell) – niezrównoważony, porywczy maminsynek, któremu zarzuca się zamiłowanie do przemocy – starcie między Mildred Hayes a lokalnymi siłami porządkowymi przeradza się w otwartą wojnę].