„Jestem najlepsza. Ja, Tonya” [RECENZJA]

„Nie ma czegoś takiego jak jedna prawda.  Każdy ma swoją własną” – takie słowa padają na początku filmu z ust Tonyi Harding (odegranej brawurowo przez Margot Robbie) i już wiemy, że będziemy mieli do czynienia z bardzo ciekawym zjawiskiem.

Historia najsłynniejszej łyżwiarki figurowej w Stanach Zjednoczonych doczekała się setek odniesień w amerykańskiej popkulturze, a sama postać Tonyi Harding przez lata była przestrogą dla początkujących sportsmenek. Ja sama pamiętam, że będąc jeszcze dzieciakiem, natknęłam się na to nazwisko, choć całej sprawy kompletnie nie rozumiałam. W dużej mierze do tej pory wszyscy mieliśmy tylko strzępki informacji, zlepki opinii i kilka wyroków skazujących. Teraz dostaliśmy znacznie więcej.

„Ja, Tonya” na pewno nie jest typowym filmem biograficznym. Cały obraz nosi znamiona gatunku mockumentary. Na ekranie normalne ujęcia są przeplatane tymi w wąskim kadrze, stylizowanymi na film dokumentalny. Widzimy na nich matkę Harding, jej byłego męża i oczywiście samą Tonyę (w tych rolach kolejno Allison Janney, Sebastian Stan i Margot Robbie). Każde ze swojego punktu widzenia, relacjonuje nam to, co się wydarzyło.

Dodatkowo mamy do czynienia z naprawdę niebanalnym i niejednokrotnie czarnym humorem, a na deser dostajemy jeszcze odrobinę dramatu. Przez te wszystkie zabiegi nie nudzimy nawet na moment. I to jest pierwszy plus tego filmu.

Kolejne plusy? Gra aktorska – od Janney w roli matki zaczynając, poprzez rolę Stana wcielającego się w rolę Jeffa Gillooly’ego, aż na Margot Robbie kończąc. Australijka miała zresztą ogromnego pecha w tym roku, że przyszło jej konkurować o Oscara za pierwszoplanową rolę kobiecą z Frances McDormand. Gdyby nie taka rywalka, jestem przekonana, że to ona stałaby na scenie ze złotą statuetką.

giphy

Oglądając ten film można odnieść wrażenie, że Tonya Harding nie miała po prostu szczęścia do ludzi w swoim życiu. Jej relacje z matką trudno uznać za choćby poprawne. Ojciec jest w jej życiu kompletnie nieobecny, a Jeff, chłopak którego poznaje na lodowisku – miewa od czasu do czasu ciężką rękę.

Po środku tego wszystkiego stoi piekielnie utalentowana dziewczyna z charakterem, która walczy o swoje miejsce w ekskluzywnym świecie łyżwiarstwa figurowego. Tonya była krytykowana za to, że nie potrafiła się dopasować – zamiast nudnej i miałkiej muzyczki, podczas jej występów z głośników płynął rock.

i-tonya-margot-robbie-broken-shoelace-split-2

Brak pieniędzy nie pozwalał jej na strojenie się w takim stopniu, w jakim robiły to jej rywalki. Robiła więc wszystko, żeby się wyróżnić i wszystkie stroje przygotowywała  sama. Kostiumy to zresztą kolejny ogromny plus tego filmu. Twórcy „Ja Tonya” niemal we wszystkich detalach odtworzyli na ekranie prawdziwe stroje łyżwiarki.

i-tonya-margot-robbie-tonya-harding-header-split

Za to Margot Robbie bezbłędnie odtworzyła emocje. Kiedy filmowa Tonya, jako pierwsza Amerykanka w historii wykonuje potrójnego axla…

… cieszy się dokładnie tak samo, jak ta prawdziwa w 1991 roku:

Strasznie się bałam, że osią całego filmu stanie się to, co w 1994 roku „przytrafiło” się Nancy Kerrigan. Okazało się, że całą sprawę przedstawiono dość szczegółowo, z nieco komediowym zacięciem, dając jednocześnie widzowi odczuć, że w dużej mierze, choć Kerrigan stała się niezaprzeczalna krzywda – to media uczyniły spektakl z ataku i to one nadmuchały balon spekulacji do niewyobrażalnych rozmiarów.  O tej sprawie więcej tu pisać nie będę, bo to jest akurat najszerzej opisywany w mediach wątek z życia Harding.

giphy

Czy ten film posiada jakieś minusy? – zapytacie. Ano, posiada. Przede wszystkim niedoinwestowane efekty specjalne. Są bowiem sceny, w których bardzo po barbarzyńsku doklejono twarz Margot Robbie do zawodowej łyżwiarki i widać to gołym okiem.

Dodatkowo cała fabuła wydaje się być skonstruowana tak, że wybiela nieco postać samej Tonyi i widz musi jednak wykazać się odrobiną ostrożności. Bo – mimo ciężkiego życia – łyżwiarka nie była wcale święta.

Zobaczcie ten film – chociażby po to, żeby zapoznać się z największym na świecie skandalem w łyżwiarstwie figurowym. Ale też po to, żeby zapamiętać, że każdy medal ma dwie strony, a każda historia tyle wersji, ilu jest jej uczestników. A! No i najważniejsze – ten film jest po prostu rozrywką na bardzo przyzwoitym poziomie.

7828580.6

[OPIS DYSTRYBUTORA: Tonya Harding, amerykańska mistrzyni łyżwiarstwa figurowego, jedna z największych pretendentek do olimpijskich medali, znana była z niełatwego charakteru i kontrowersyjnych zachowań. Nikt jednak nie spodziewał się jak daleko zdolna jest się posunąć w walce o medale. Gdy jej główna konkurentka w amerykańskiej drużynie Nancy Kerrigan została zaatakowana przez nieznanego sprawcę, jeszcze nikt nie podejrzewał, że była to cynicznie zaplanowana napaść, która miała utorować Toni Harding drogę do olimpijskiego tryumfu].

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.