J.S. Monroe – „Znajdź mnie” [RECENZJA]

Gdybym miała oceniać pierwszą połowę książki J.S. Monroe „Znajdź mnie”, napisałabym Wam: nie zawracajcie sobie nią głowy, szkoda czasu. Jeśli jednak chodzi o drugą jej połowę napiszę: omatkoboskokochano! absolutny emocjonalny rollercoaster, napięcie, wypieki na twarzy, stres nerwy, pełne uwielbienie do jednych bohaterów, a kompletna nienawiść do innych.

94d46a708ce293cc-znajdz-mnie

Zacznijmy  jednak od początku, bo chyba warto wyjaśnić, skąd taka zmiana nastawienia.

Pięć lat temu ukochana Jara, Rosa, popełniła samobójstwo. Od tamtej pory młody, dobrze zapowiadający się pisarz traci nie tylko wenę, ale i chęć do życia. Dodatkowo ciągle mu się wydaje, że widzi swoją ukochaną.

Jego bliscy martwią się na tyle, że postanawiają doradzić mu wizytę u psychologa. To od niego Jar dowiaduje się, że może cierpieć na halucynacje, które mają związek z żałobą. Jara przeraża jednak to, że kiedy widział Rosę na stacji metra, wydawała mu się bardzo rzeczywista. Niemal czuł, że może ją dogonić i dotknąć. Czy to możliwe?

W międzyczasie okazuje się, że Rosa pozostawiła po sobie dziennik, który może dać odpowiedź na wiele pojawiających się do tej pory pytań. Jar za wszelką cenę musi dotrzeć do jego treści. A to nie jest proste. Dziennik jest zakodowany i tylko specjalista może złamać taki kod.

To ta część książki wydawała mi się z początku śmiertelnie nudna. Dziewczyna znika, chłopak szaleje, bliscy się martwią, dziennik, jak to dziennik – tylko czasem jakiś jego fragment potrafi zaskoczyć. Przeczytanie tych kilkuset stron zajęło mi kilka dni (choć to też wina braku czasu).

Tymczasem, kiedy zbliżamy się do drugiej części okazuje się, że cała sprawa jest owiana tyloma tajemnicami, że aż głowa mała. I kiedy po nitce do kłębka zaczynamy dochodzić do prawdy, razem z głównym bohaterem, są momenty, w których wręcz ciężko jest znieść to szaleńcze tempo (a to wspaniale). Sprawa skończyła się tak, że kolejne kilkaset stron książki przeczytałam jeszcze tego samego dnia.

Plusem tej książki jest niewątpliwie fabuła. Nie miałam jeszcze do czynienia z takim pomysłem, a już zwłaszcza z takim zakończeniem. Uśmiech na mojej twarzy pojawiał się także, kiedy widziałam w książce nawiązania do Knausgårda  i le Carré – a jest ich całkiem sporo i są one ciekawym „smaczkiem”.

Monroe włożył też wiele pracy w skonstruowanie dwóch postaci, czyli Jara, którego już od początku książki lubimy, współczujemy mu i kibicujemy. Jar dostał w prezencie od pisarza choć namiastkę głębi i wielowymiarowości. Za to wielkie brawa! Podobnie sprawa ma się z głównym antagonistą – choć oczywiście więcej w tym temacie nie zdradzę.

Największym minusem tej książki była… Rosa. Jej postać jest okropna, niedorozwinięta emocjonalnie i infantylna. Nie dostała żadnej głębi – poznajemy ją właściwie jedynie przez pryzmat jej relacji z ojcem i z ukochanym. To mało.

Monroe nie ogarnął też trochę chaosu powstałego w wyniku skonstruowania książki w taki, a nie inny sposób (dziennik przeplatany z bieżącymi wydarzeniami).  Pod koniec, właśnie tam, gdzie nagle gwałtownie wzrasta tempo, popełnił wiele, szkolnych wręcz, błędów w konstrukcji rozdziałów.

Ostatecznie okazało się też, że autor nie posiada umiejętności DAWKOWANIA napięcia (potrafi je tylko budować), co oznacza, że jeśli ktoś nie ma determinacji, porzuci tę książkę już na samym początku lektury (co mimo wszystko stanowczo odradzam).

„Znajdź mnie” to ostatecznie bardzo przyzwoita książka, którą warto doczytać do samego końca. Choć poszczególne elementy tej układanki można by było jeszcze odrobinę doszlifować, całość jest całkiem strawną rozrywką na wieczór.

[OPIS WYDAWCY: Czasem widzimy tylko to, co chcemy zobaczyć. Czasem to, co widzimy, zmienia nasze spojrzenie na świat. Rosa, dziewczyna Jara Costello, popełniła samobójstwo, kiedy oboje studiowali w Cambridge. Nie ma dnia, żeby Jar o niej nie myślał. Minęło pięć lat, ale mężczyzna nadal obsesyjnie podejrzewa, że Rosa – jego jedyna miłość – żyje. Dręczą go wizje dziewczyny, zaskakująco realistyczne i pojawiające się w nieoczekiwanych miejscach. Jego terapeuta twierdzi, że to halucynacje pożałobne. Po odnalezieniu jej pamiętnika podejmuje rozpaczliwe działania, by zrozumieć okoliczności jej śmierci. Im głębiej zanurza się w sprawę, tym bardziej czuje się zagubiony. Trafia do mrocznego półświatka, gdzie nic nie jest tym, czym się wydaje i nikomu nie można ufać, trafia w sam środek szeroko zakrojonej intrygi, która zmienia wszystko wokół niego raz na zawsze].

J.S. Monroe
„Znajdź mnie”

tłum.: Agnieszka Walulik
Wydawnictwo W.A.B.
Premiera:  4 kwietnia 2018

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa W.A.B.