Tajna broń policji. Kto zabił legendarnego detektywa?

Jest 12 marca 1909 roku. Joseph Joe Petrosino umawia się ze swoimi informatorami  w kawiarni w centrum włoskiego Palermo. Pogoda sprzyja spotkaniom, które chciałoby się zachować w tajemnicy. Jest chłodno, ciemno i pada deszcz. Kiedy najedzony detektyw opuszcza swoich towarzyszy i wychodzi w mrok, nagle ciszę rozrywają strzały. Petrosino jest już martwy.

Dopiero ponad 100 lat później uda się rozwiązać tę sprawę, choć odpowiedzi od początku były na wyciągnięcie ręki. Komu naraził się detektyw nazywany „włoskim Sherlockiem Holmesem” i czym? Ja chyba już znam odpowiedź.

Włoski Sherlock Holmes

Giuseppe Michele Pasquale Petrosino przyszedł na świat 30 sierpnia 1860 roku we włoskim Salerno. Był potomkiem Włochów, któremu przyszło żyć na amerykańskiej ziemi, a nie było to życie łatwe.

Zaczynał na ulicach, czyszcząc ludziom buty i zbierając końskie odchody. Wiedział jednak, że stać go na więcej. Żmudnie wspinał się po drabinie społecznej po to, aby w końcu w 1883 roku zasilić szeregi nowojorskiej policji.

Nie wszystkim się to podobało, Włosi słynęli bowiem z tego, ze tam, gdzie dało się kombinować, tam kombinowali. Część zmuszona była do tego przez biedę, a część – po prostu przez brak moralności. A tu nagle ich człowiek występuje przeciwko nim, ściga ich za zbrodnie i pilnuje porządku. To prawdopodobnie wówczas Petrosino dorobił się swoich pierwszych wrogów (choć na pewno nie ostatnich).

Szybko okazało się, że Petrosino – człowiek znający aż pięć włoskich dialektów, ambitny, przebiegły i znający mentalność Włochów – może przydać się w walce z włoskim podziemiem przestępczym. Strategia obrana przez detektywa okazała się być skuteczna, przy odrobinie wsparcia, szybko stworzył swój zespół funkcjonariuszy i miał swoje oczy i uszy w każdym zakątku Little Italy.

Był niski i krępy, z postury przypominał tragarza. Oczy – jedni opisywali je jako ciemnoszare, inni jako czarne – patrzyły chłodno i dociekliwie. Miał szerokie ramiona i „mięśnie niczym liny stalowe”. By był jednak prostakiem. Lubił rozmowy o sztuce, uwielbiał operę (zwłaszcza włoskich kompozytorów), dobrze grał na skrzypcach. (…) Ale jego prawdziwym powołaniem było łamanie przestępców.  

petrosino_photo.jpg-nggid03453-ngg0dyn-480x0x100-00f0w010c010r110f110r010t010

Czarna Ręka

Czarna Ręka była stowarzyszeniem włoskich gangów, którzy na cel obierali „swoich”. Oznaczało to, że żaden Włoch w USA nie mógł się czuć bezpiecznie. Specjalizacją mafii było wymuszanie haraczy i okupów – a egzekwowali je w bardzo brutalny sposób. Na porządku dziennym było używanie noży, aby pociąć komuś twarz na ulicy w biały dzień, czy mordowanie całych rodzin z powodu stu dolarów długu. Największą siłą przestępców była ich nieobliczalność.

Wszystko to działo się poza prawem, a wiele z tych zbrodni nigdy nie zostało nawet zgłoszonych. Policja w dużej mierze wolała nie dostrzegać problemu, a prośby o pomoc ze strony Petrosino były lekceważone. I tak było aż do 1890 roku.

Mieszkańcy Nowego Orleanu mieli dość mafijnego terroru, a po tym, jak zamordowano komisarza ich policji, wzięli sprawy w swoje ręce. Sycylijczycy oskarżeni o zabójstwo komisarza przebywali w więzieniu, więc tłum wtargnął do środka i dopuścił się masowego linczu.

Na miejscu zastrzelono 9 Sycylijczyków, a dwóch dosłownie „wytargano” na zewnątrz i powieszono na ulicznych latarniach. Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli.

Petrosino wiedział, że bez wsparcia sobie nie poradzi. Zdesperowani gangsterzy nie cofali się przed niczym. Kodeks karny znali na pamięć. W pewnym momencie okazało się, że w USA było ponad 30 tysięcy członków Kamorry, którzy już w tym czasie pracowali dla dwunastu przywódców, stacjonujących w większych amerykańskich miastach.

„Musicie zbierać śmietankę z mleka, nie tłukąc butelki”

vitto_cascioferro

Mniej więcej do 1901 roku Czarna Ręka działała bardzo chaotycznie, była rozproszona. Nie miała też wyróżniającego się lidera. A potem wszystko się zmieniło. Do Ameryki przybył Vito Cascio Ferro nazywany pieszczotliwie Don Vitem. To on dosłownie złapał za pysk wszystkich mafiozów w USA i przekazał im wiele cennych rad odnośnie tego, jak powinno prowadzić swój biznes. Jedną z nich było: „musicie zbierać śmietankę z mleka, nie tłukąc butelki”.

Oznaczało to ni mniej, ni więcej tyle, że na amerykańskich Włochów nie wolno nakładać niebotycznych haraczy, bo będą zmuszeni zamknąć interes. A od kogo wtedy mafiozi będą zbierać pieniądze? Kluczem do sukcesu były niższe i stale pobierane kwoty.

Poza tym dochodziło do coraz bardziej brutalnych zbrodni: odcięte głowy, topienie w beczkach, jeszcze więcej wymuszeń i porwań. Petrosino pracował w pocie czoła, aby zdobyć jak najwięcej informacji i przeprowadzić odwet. Dbał o to, aby w miarę możliwości każdy przestępca był deportowany do Włoch.

Latem 1904 roku zapanowała prawdziwa gorączka. 22 sierpnia w czynszówce w New Rochelle zamordowano Josepha Graffiego. Cios nożem rozciął jego serce na pół. W sklepie spożywczym Poggrioriale Cira przy Elizabeth Street na Manhattanie wybuchła bomba; żona właściciela została ranna.

Petrosino był mistrzem w swoim fachu, przebierał się za ślepego żebraka, sanitariusza i inspektora, aby tylko zrobić swoją robotę. Detektyw węszył tak długo, że udało mu się odkryć „stajnię morderstw”, która była ulubionym miejscem mafii do zabijania i zakopywania swoich ofiar.

Teraz wojna z mafią zaczęła przybierać znamiona wojny osobistej na linii Don Vito – Joe Petrosino.

Choć Don Vito opuścił Stany Zjednoczone, zadra pozostała. Zwłaszcza, że włoski Sherlock Holmes działał i odnosił sukcesy. Dzięki zespołowi na czele którego stał udało się znacznie zmniejszyć ilość wymuszeń, a za kratki trafiało coraz więcej przestępców.

Misja: śmierć

W styczniu 1909 roku Joseph Petrosino miał czterdzieści osiem lat, Od dwudziestu sześciu służył w policji. Jego życie bardzo się zmieniło od czasu, gdy sypiał przy biurku na nędznym komisariacie i przez szesnaście godzin dziennie uganiał się po ulicach. Miał teraz żonę i córeczkę, spokojny dom pełen miłości. Można się było zastanawiać, czy nie powinien ustąpić na rzecz kogoś młodszego.

W lutym 1909 roku szef naszego detektywa postanawia wysłać go do Włoch. Wiedział, że jeśli uda mu się odnieść tam sukces, znacznie osłabi to Czarną Rękę. Petrosino miał zebrać jak najwięcej danych i informacji mających umożliwić deportację mafiozów, którzy byli na jego czarnej liście. Misja była przygotowana starannie – detektyw podróżował pod zmienionym nazwiskiem. Wszystko zapewne poszłoby sprawnie, gdyby o wycieczce policjanta nie dowiedziały się media. Bo jeśli wiedziały gazety, wiedział też Don Vito.

12 marca 1909 roku Petrosino zostaje zamordowany. Dzień później do komendy głównej policji w Nowym Jorku przyszedł telegram: „PETROSINO ZABITY. ZASTRZELONY DZIŚ WIECZOREM W CENTRUM MIASTA. ZABÓJCY NIEZNANI. ZGINĄŁ ŚMIERCIĄ MĘCZENNIKA”.

Głównym podejrzanym jest oczywiście jego największy wróg. Ale ten, jako sprytny przestępca, zadbał o swoje alibi. Tego samego dnia poszedł na imprezę do pewnego polityka, który potem zeznał, że mafiozo nie opuszczał jego domu. Vito nigdy nie został skazany i choć potem w związku z zabójstwem policjanta aresztowano kilkanaście osób, nikogo ostatecznie nie oskarżono. Co za paradoks, prawda?

petrosino2Obrzędy pogrzebowe Petrosino rozpoczęły się w Palermo a zakończyły w Nowym Jorku. Jego ciało 9 kwietnia dotarło do miasta, w którym żył i pracował. Tam, w katedrze św. Patryka, pożegnało go 200 tys. osób (oczywiście nie wszyscy zmieścili się do środka).

petrosino-funeral

Pogrzeb Petrosino w Nowym Jorku, fot. domena publiczna

W tym samym czasie wszyscy włoscy mafiozi w USA świętowali, skacząc pod sufit i otwierając wino.

100 lat później

Petrosino był pierwszym i jedynym oficerem nowojorskiej policji, który został zabity na obcej ziemi podczas służby. W Nowym Jorku wciąż można znaleźć ślady pamięci o nim.

Nagle, w 2014 roku w Palermo, aresztowanych zostaje 95 osób. Jedna z nich miała się chwalić się, że wie kto dokonał zabójstwa. Domenico Palazzotto został podsłuchany, kiedy mówił: „wujek mojego ojca nazywał się Paolo Palazzotto i to on zabił najlepszego policjanta w Palermo”. Miał to zrobić – uwaga! Niespodzianka! – na polecenie Dona Vito. Wyszło to na jaw zupełnie przypadkiem, jednak nadal nie do końca wiadomo, ile w tym prawdy.

DiCaprio zagra Petrosino

Czemu ja w ogóle o tym piszę? Po pierwsze: bo jest książka. Po drugie: bo będzie film. Ale po kolei:  książka, która była moją inspiracją dla tego tekstu nazywa się „Czarna Ręka. O początkach amerykańskiej mafii i o człowieku, który próbował ją powstrzymać” i to z niej pochodzą wszystkie cytaty powyżej. Napisał ją Stephan Talty, znakomity amerykański dziennikarz.

Resztę zdradziłam wam w śródtytule. Aktor i producent Leonardo DiCaprio kupił prawa przeniesienia tej książki na kinowy ekran. Czy film się uda? Trudno powiedzieć.

Natomiast w trakcie oczekiwania, zdecydowanie polecam wam książkę. Jak autor sam zauważa, kiedy mamy do czynienia z legendą, trudno o prawdę. Mity na przestrzeni lat mieszają się bowiem z prawdziwą historią. Talty włożył jednak ogrom pracy, aby snuć tę opowieść jak najbardziej rzetelnie. I to w tej książce widać. Dowiecie się z niej między innymi o tym, jakich zbrodni w całej Ameryce dopuszczała się Czarna Ręka, a także, co ostatecznie stało się z Donem Vito.

czarna-reka-o-poczatkach-amerykanskiej-mafii-i-o-czlowieku-ktory-probowal-ja-powstrzymac-b-iext52734773

[OPIS WYDAWCY: Latem 1903 roku przez Nowy Jork przetacza się fala zbrodni. Porywane są dzieci włoskich imigrantów, giną dziesiątki niewinnych ludzi. Niejedna kamienica zostaje zniszczona w wybuchu bomby. Sklepikarze, robotnicy, senatorowie, bogacze i dostojne damy otrzymują listy z pogróżkami. Sprawcy wydają się niewidzialni, lecz wszechobecni. W mieście, a potem w całym kraju, zaczyna się szerzyć panika. W obronie zwykłych Amerykanów przed bezprawiem spod znaku Czarnej Ręki staje policjant Joseph Petrosino, nazywany „włoskim Sherlockiem Holmesem”, słynący z zawziętości, talentu detektywistycznego i doskonałych przebrań. Wraz ze swym włoskim oddziałem pracuje niestrudzenie, by rozbić tajne stowarzyszenie gangów, nim narastający lęk przed imigrantami doprowadzi do katastrofy. Jaką cenę zapłaci za swoje śledztwo? Czarna Ręka to frapujący obraz początków amerykańskiej mafii, wartka opowieść o zbrodni, strachu, poświęceniu i honorze w Ameryce u progu XX stulecia, napisana przez mistrza literatury faktu].

Stephan Talty
„Czarna Ręka. O początkach amerykańskiej mafii i o człowieku, który próbował ją powstrzymać”
Tłum.: Dzierzgowski Jan
Wydawnictwo W.A.B.
Premiera: 23 maja 2018

Za przyjemność przeczytania książki dziękuję wydawnictwu W.A.B.

W trakcie pisania korzystałam także z następujących źródeł: 1,2

Chcesz być na bieżąco? Wpadnij na mojego Facebooka!

Lubisz oglądać ładne obrazki? Zajrzyj na mój Instagram!