See Bloggers Łódź 2018. Kulisy największej imprezy dla blogerów w Polsce

22 czerwca. Piątek. Godzina 22:30. Wraz z konkubentem docieramy do Łodzi. Mamy problem ze znalezieniem miejsca noclegu, bo jest ciemno, jak w dupie, a ulica przy której mamy spać jest w remoncie. Krążymy. Google Maps nie ogarnia sprawy. Patrzę w prawo i mówię:

„Ej, to jest chyba jakaś główna ulica”

Zanim dotarliśmy do celu, przejechaliśmy nią jeszcze dwukrotnie.

(Tak, to była Piotrkowska. Tak, nie wolno tam wjeżdżać samochodem. Tak, to był nasz pierwszy raz w Łodzi. Myślicie, że przyjdzie mandat? Serio pytam.).

Moja przygoda z Łodzią zaczęła się więc od złamania prawa. Na szczęście później było już troszkę lepiej. Czemu tylko troszkę? Postaram się wyjaśnić.

MAM PROBLEM Z LUDŹMI

Jestem zamaskowaną introwertyczką. Denerwuje się w tłumie ludzi. Często boję się podejść do kogoś i zagadać, bo jestem też strasznie przewrażliwiona na punkcie tego, co ktoś o mnie pomyśli. Czasem w ogóle nie czuję potrzeby, żeby z ludźmi rozmawiać. Pracuję nad tym.

A gówno prawda, wcale nad tym nie pracuję, ale chyba bym chciała, bo jeszcze jakiś czas temu, w ogóle nie polazłabym na taką imprezę.

Nie zmienia to faktu, że kiedy przekroczyłam próg EC1 w Łodzi, żołądek miałam wykręcony na lewą stronę. Przez dwa dni (poza kilkoma niewiele znaczącymi uprzejmościami i jedną wypowiedzią na głos podczas warsztatów) nie rozmawiałam tam z NIKIM. I to jest dla mnie najsłabsza strona tego wydarzenia, za którą ja w pełni odpowiadam.

Ma to też związek z tym, że na blogerskich imprezach najliczniej reprezentowani są twórcy z działek parenting, beauty, lifestyle i cooking. I trochę to jest tak, że jak ktoś jest upośledzony społecznie, potrzebuje wspólnego tematu. A ja nie mogłam takiego znaleźć. Albo nie chciałam. Takie prawdopodobieństwo też istnieje.

Ale zostawmy moje żale do siebie. Z tym się zmierzę później.

(Nie zmierzę się. Będę za to czytać książki).

ETYKA KONTRA DARY LOSU

To jest trochę uwierająca mnie sprawa.

Już kilka osób podsumowujących tę edycję See Bloggers Łódź pisało o zgrzycie, jaki nastąpił między sceną, na której odbywały się wykłady dotyczące uczciwości, integralności, rozsądku przy współpracy z markami i sponsorami, a miejscem, które było tuż obok, a na którym ja czułam się trochę jak na targu. Z tą jedną drobną różnicą, że walutą na tym targu nie był pieniądz, ale like, follow i hashtag.

IMG_4090

Targ dla blogerów

Ja nie operuję jeszcze tym językiem. Nadal wolę używać pieniędzy do tego, aby zapewnić sobie rzeczy, których potrzebuję. Ale były osoby, które naprawdę solidnie zaliczały wszystkie stoiska (omijając przy tym ciekawe wykłady i naprawdę bardzo merytoryczne warsztaty). I tutaj trochę chciałabym uniknąć oceniania, a trochę nie.

Bo ja – na ten przykład – prowadzę bloga głównie o książkach. I przez cały ten event prześladowała mnie myśl, jaki mój odbiorca dostanie przekaz, jeśli na Facebooku czy Instagramie, na którym zawsze są treści z tym związane, nagle pojawi się zdjęcie szamponu? No chujowy.

Pierwszą prelekcją, której wysłuchałam z zainteresowaniem, było wystąpienie Maćka Budzicha, który naprawdę rzetelnie i przekrojowo potraktował temat blogosfery, wplatając w to anegdoty i użyteczne dla twórców narzędzia. Na przykład aplikację, w której powstał ten filmik:

Podczas panelu, w trakcie którego dyskutowali między sobą Kamil Pawelski (Ekskluzywny Menel), Ola Radomska (Mam Wątpliwość), Maciej Orłoś, Kasia Bosacka i Malwina Bakalarz (Bakusiowo)  dowiedziałam się, jak niektórzy influenserzy robią nas w konia. Po prostu.

Kupowanie lajków, robienie z siebie słupów ogłoszeniowych, traktowanie posłuchu, który się ma, jako rzecz daną raz na zawsze. Dzięki temu, że uważnie słuchałam wiem, jakich błędów nie popełniać.

Choć umówmy się, na książkach to ja się ani miliona lajków, ani tysięcy na koncie nie dorobię.

Najlepsze warsztaty w mojej opinii przeprowadziła Barbara Stawarz-Garcia z Happy Content. Mówiła o tym, jak być odpowiedzialnym i mądrym. Nie tylko w tym całym influensowaniu, ale po prostu: w korzystaniu z internetu i mediów społecznościowych.

Od Grzegorza Strzelca dowiedziałam się za to, jak mam zadbać o swoje SEO tak, żeby Google lubiło mojego bloga i pokazywało go ludziom.

A Andrzej Sołtysik podzielił się ciepłymi wspomnieniami związanymi z Krakowem, co doceniam, bo opowiadał o miejscach, która na co dzień mam kilka kroków od swojego domu.

Warsztaty uważam za najmocniejszy punkt tego całego wydarzenia, ani razu nie zdarzyło mi się nich przysnąć, a do tego skrupulatnie wszystko notowałam i zapamiętywałam. Pierwszego dnia miałam w sumie może 15 minut przerwy, a drugiego pół godziny. Więc korzystałam na maksa.

PANIE, A CO Z TĄ KULTURĄ?

IMG_4118

Kulturalne tematy na See Bloggers były DWA. Jeden obejmował prelekcje, a drugi warsztaty.

Michał Żebrowski, Anna Ciarkowska, Jarosław Lipszyc, Jakobe Mansztajn, Paulina Mikuła (Mówiąc Inaczej) debatowali o tym, w jaki sposób mówić o kulturze tak, aby była ona ciekawa i działo się tam tak, że iskry leciały, a biedna prowadząca Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, czyli Zwierz Popkulturalny, nie mogła nad nimi zapanować. Z resztą popatrzcie (tutaj znajdziecie transmisję live). Sam z resztą Zwierz zauważył, że to chyba trzecia dyskusja na temat kultury na takiej imprezie odkąd bloguje (a jest to chyba z 9 lat).

A tu w ogóle możecie sobie przeczytać mój wywiad z Make Life Harder (którego połowa była reprezentowana na See Bloggers).

W drugim temacie wypowiadał się Jarosław Lipszyc, działacz na rzecz wolnej kultury, który stoi za serwisem Wolne Lektury. (Wiecie, że mają 5 milionów użytkowników miesięcznie?!). I cóż, widać, że to jest człowiek z pasją. Życzyłabym sobie, aby mnie ta pasja związana z książkami tak samo nie opuszczała.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA…

Jako wisienkę na torcie w tym podsumowaniu zostawiam Kasię  Nosowską. Wspaniałą, mądrą i cynicznie zabawną. W wywiadzie mówiła szczerze, a na wieczornej gali Hashtagi Roku zaśpiewała pięknie i z zaangażowaniem. Miałam problem tylko z banalnymi pytaniami zadawanymi jej przez Justynę Kozłowską. Uważam, że można pytać mądrzej i bez frazesów.

IMG_4037.jpg

Największe odkrycie całej imprezy? Siostry ADiHD – jakby mi tak trochę z tej pewności siebie dały, to o paaanie! Klękajcie internety!

Powody, dla których pojechałam na największą w Polsce imprezę dla blogerów są dwa: Na poważnie moim blogiem zajęłam się w listopadzie ubiegłego roku, więc sprawę uczestniczenia See Bloggers potraktowałam ambicjonalnie.

Chociaż „człowiekiem internetu” jestem już od dobrych kilku lat, to czułam, że funkcjonowanie w świecie blogerów, youtuberów i instagramerów, nadal jest dla mnie wielką tajemnicą. Do tej pory brałam w nim udział tylko jako odbiorca, a to zupełnie co innego niż bycie twórcą. A ja chcę nauczyć się, jak być dobrym twórcą.

Czy pojadę jeszcze na taką imprezę? Bardzo chętnie. Jest to świat, który chcę poznawać i eksplorować. Ale po swojemu. Powoli, sumiennie, bez płacenia lajkami i hasztagami. A jak ktoś tak chce, to trudno, przecież nie będę wychowywać. Mogę co najwyżej polecić jakąś książkę.

(Możecie nie znać tych ludzi, o których mowa w tekście. Dlatego umożliwiam wam wycieczkę po internecie i ich twórczości. Wszyscy są podlinkowani).

Chcesz być na bieżąco? Wpadnij na mojego Facebooka!

Lubisz oglądać ładne obrazki? Zajrzyj na mój Instagram!