Weekend z komediowymi hitami! Który z nich wybrać?

Dzisiaj przychodzę do Was z propozycjami, które mogą sprawić, że w ten weekend przynajmniej raz się uśmiechniecie. Wszystko dzięki trzem komediowym hitom ostatnich miesięcy. Z propozycji będą zadowolone zarówno leniuszki, jak i miłośnicy wyjść do kina. Jedna z nich właśnie hula na wielkim ekranie, druga doczekała się wydania DVD, a trzecią można znaleźć na Netflixie.

Co powinna robić dobra komedia? Wpuścić trochę powietrza do naszego mózgu, przewietrzyć go, nie obciążając zanadto zbyt dużą ilością informacji, pokazać nam piękny świat i pięknych ludzi. Po obejrzeniu dobrej komedii czujemy się jak po 1,5 godziny tajskiego masażu, rozmiękczeni i niepodatni na zło otaczającego nas świata.

Gdybym miała wytypować najlepszą spośród tych trzech propozycji, byłby to „Wieczór gier”. Choć pozostałe też są całkiem przyzwoite. Z resztą sami poczytajcie (i zobaczcie zwiastuny).

Swatamy swoich szefów

set-it-up

Film „Set it up”, czy – jak twierdzą tłumacze – „Swatamy swoich szefów” jest mocno promowany obecnie przez Netflixa, a ja tej promocji chyba uległam. I wcale tego nie żałuję! Nie to, żebym wybuchała niekontrolowanym śmiechem co pięć minut, ale naprawdę bardzo przyjemnie spędziłam czas.

Harper (Zoey Deutch) i Charlie (Glenn Powell) mają już naprawdę dość swoich szefów. Oboje pracują po 20 godzin dziennie i nie mają swojego życia. Wszystko dlatego, że ich szefowie są typami pracoholików-narcyzów.

W trakcie kolejnego ciężkiego dnia pracy, Harper dopada refleksja – co gdyby jej szefowa (w tej roli Lucy Liu), znalazła swoją drugą połówkę? Czy dałaby jej chociaż trochę spokoju?

Od tej myśli do czynu już niedaleka droga. Dziewczyna wtajemnicza w cały plan Charlie’go i oboje zaczynają w tej sprawie działać. Dość intensywnie, jednocześnie zbliżając się do siebie…

giphy

Zakończenie tego filmu jest tak oczywiste jak to, że po nocy wstaje dzień. Nie będę Wam tu więcej zdradzać. Jeśli lubicie jak jest lekko, łatwo i przyjemnie i nie trzeba za dużo myśleć – to „Swatamy swoich szefów” siądzie Wam jak złoto!

[OPIS DYSTRYBUTORA: Dwójka asystentów, która ma już dość pracoholizmu swoich szefów, postanawia sprawić, by ich przełożeni się w sobie zakochali]

Wieczór gier

game-night-1200-1200-675-675-crop-000000

Baaardzo lubię Rachel McAdams, więc jeśli pojawia się jakiś film, w którym gra – natychmiast się za niego zabieram. Tak było w tym przypadku.

„Wieczór gier” („Game night”) jest ukłonem w kierunku wszystkich miłośników planszówek, escape roomów,  kalambur i gry w bierki pod wodą do tysiąca.

Annie i Maks (w tej roli Jason Bateman) lubią rywalizację. Poznali się dzięki rywalizacji i pokochali dzięki niej. A że teraz życie stwarza im do niej niewiele okazji, sami dbają o to, aby raz na jakiś czas spotkać się ze znajomymi i trochę pograć. W cokolwiek. Za każdym razem ta gra wymyka się spod kontroli, więc kiedy dzieje się tak po raz kolejny – nikt nie jest nawet zdziwiony.

Tymczasem okazuje się, że brat Maksa, Brooks, zostaje porwany. I choć początkowo wszystko wygląda jak kolejna, dobrze zaplanowana rozgrywka, ostatecznie okazuje się, że sprawa może być poważna. I wtedy zaczyna się dziać!

giphy1

W „Wieczorze gier” jest kilka szałowych zwrotów akcji. Momentami zamiast się śmiać, oczekujesz w napięciu co się wydarzy. UWAGA! W filmie smaczek dla fanów „Dextera”.

I tak jak wyżej – pękać ze śmiechu nie będziecie, ale na pewno miło spędzicie czas.

[OPIS DYSTRYBUTORA: Bateman i McAdams wcielają się w role Maksa i Annie, którzy umawiają się raz w tygodniu z innymi parami na wspólne gry i zabawy. Aby nieco podgrzać atmosferę, podczas jednego z takich wieczorów charyzmatyczny brat Maksa, Brooks (Chandler), organizuje zabawę w rozwiązanie sprawy tajemniczego morderstwa z podstawionymi zbirami i agentami federalnymi. Gdy sam Brooks zostaje porwany, wszyscy myślą, że to tylko część zabawy… ale czy na pewno? Kiedy szóstka uwielbiających rywalizację uczestników wyrusza, aby rozwiązać tę sprawę i odnieść zwycięstwo, stopniowo staje się jasne, że mylili się oni zarówno co do „gry”, jak i Brooksa. Gra, w której nie obowiązują żadne reguły, nie przyznaje się punktów i nie do końca wiadomo, kto w niej uczestniczy, może okazać się najlepszą grą w ich życiu albo… ostatnią.]

Jestem taka piękna!

i-feel-pretty-film-1300x719

Wyobraź sobie, że stajesz przed lustrem i mimo tego, że zdecydowanie odbiegasz od czegoś co nazywa się ideałem urody, ZAWSZE się sobie podobasz. Nie ma w Tobie nic, co byś chciała poprawić. Ani jednego, nawet drobnego szczegółu. Po prostu – JESTEŚ PIĘKNA. Dokładnie coś takiego przytrafia się głównej bohaterce.

giphy22

Amy Schumer do tej pory pozostaje najdziwniejszą aktorką, jaką miałam okazję oglądać na dużym ekranie. U niej wszystko jest przerysowane i groteskowe. Wszędzie jej pełno i zwykle gra role kobiet, które odrobinę za bardzo w siebie wierzą.

Jednych to bardzo bawi, a innych nie śmieszy w ogóle. Do której grupy należycie Wy? To chyba sobie musicie sami sprawdzić. „Jestem piękna” to komedia, która ma nas przede wszystkim rozluźnić. Choć twórcy postarali się także, żeby miała morał!

[OPIS DYSTRYBUTORA: Renee Bennett (Amy Schumer) każdego dnia boleśnie doświadcza, jak to jest być przeciętniaczką w Nowym Jorku – mieście faworyzującym pięknych i bogatych. Wszystko zmienia się, gdy na zajęciach fitness spada z rowerka treningowego, uderza się w głowę i traci przytomność. Kiedy odzyskuje świadomość i spogląda w lustro, wprost nie może uwierzyć. Jej nogi są szczupłe i opalone, włosy jedwabiste, a podbródek idealnie ukształtowany. Jednym słowem – jest zjawiskowo piękna! Problem w tym, że… tak naprawdę nic się nie zmieniło. Dla całego świata Renee nadal wygląda tak samo. Jednak bohaterka, przekonana o rzekomym cudzie, przechodzi totalną metamorfozę. Z szarej myszki staje się wyzwoloną i pewną siebie kobietą, której śmiałość i energia robią piorunujące wrażenie na wszystkich, począwszy od jej słodkiego chłopaka – Ethana (Rory Scovel), a skończywszy na atrakcyjnej szefowej – Avery Leclair (Michelle Williams). Z czasem Renee, która dzięki awansom pnie się w górę w firmie kosmetycznej, zaczyna spoglądać z wyższością na świat i innych ludzi. Czy to możliwe, żeby stając się „piękną”, dopuściła do głosu „brzydszą” część swojej osobowości?]

No to jak? Uśmiechniesz się choć raz? Jeśli tak, wejdź na mojego Facebooka albo Instagrama i daj znać!