Całe lato bez Facebooka? Da się zrobić!

Książka Puértolasa „Całe lato bez Facebooka” to – jak to zwykle w jego przypadku bywa – niesamowita podróż po naprawdę ekstremalnie bujnej wyobraźni autora. Pisarz bierze z poszczególnych gatunków ich najbardziej charakterystyczne cechy, które przerabia potem na swoją modłę. Tym razem wyszła mu absolutnie genialna… komedia detektywistyczna.

Akcja książki francuskiego pisarza rozgrywa się w Nowym Jorku. Ale nie tym, który znamy z innych książek, czy filmów, a tym znajdującym się w amerykańskim stanie Kolorado.  W mieście mieszka całe 150 osób. Co ma mnóstwo swoich plusów, ale i minusów. Plusy? Wszyscy się znają. Minusy? Z powodu tak małej liczby mieszkańców, dostawcy internetu kompletnie o tym miejscu zapomnieli. I to wyjaśnia, skąd wziął się tytuł książki. Nie ma internetu = nie ma Facebooka!

Policjantka Agatha Crispies (genialne nawiązanie autora do Agathy Christie) w dużej mierze całymi dniami umiera z nudów. Jedynym ratunkiem są dla niej czekoladowe donuty (których zjada naprawdę duużo) i miłość, którą darzy książki. Dzięki swojej ogromnej literackiej wiedzy Crispies prowadzi NAJWIĘKSZY KLUB CZYTELNICZY W STANIE KOLORADO! (yyy, no, znaczy się kilkuosobowy, ale nadal największy).

Poza tym czasem bierze udział w poszukiwaniach kota niedowidzącej staruszki, który nazywa się pieszczotliwie Jan Paweł II (to jest jeden z moich ulubionych wątków w całej tej historii). Sprawy toczą się leniwie, aż do momentu, w którym nagle ktoś zaczyna mordować z pozoru niewinnych ludzi.

Więc, jeśli zapytacie, czy można cieszyć się z tego, że ktoś umarł, spieszę z odpowiedzią: można! Crispies pełna ekscytacji rusza na poszukiwania mordercy, a towarzyszy jej w nich szeryf McDonald, którego sama Agatha nazywa czasem McDrivem i łączy ich swego rodzaju love-hate relationship.

W trakcie rozwiązywania skomplikowanej zagadki kryminalnej, nasza bohaterka musi mierzyć się między innymi także z językiem polskim, co stanowi ciekawy „smaczek” książki i sprawia, że polskiemu czytelnikowi nie jeden raz pojawi się uśmiech na twarzy.

– Nazywa ja pan gospodynią idealną? Mnie kojarzy się raczej z psychopatką i seryjną morderczynią! – żachnęła się policjantka.

– Proszę tak nie mówić. Ta nieszczęsna kobieta przeżyła straszliwy szok.

– Nie doszłoby do tego, gdyby pozwalała mężowi samodzielnie prasować koszule… Jak ona się nazywa?

– Grzegorczyk.

– Grrrrrzzz…

– Grze-gor-czyk. (…)

– Skąd ona niby pochodzi? Z innej planety?

– Z Polski.

Policjantka nabazgrała kilka liter w notesie, skreśliła je i zaczęła od nowa. (…)

– Czy gdy w Polsce wymyślają nazwiska, każą kotom chodzić po klawiaturach?

Poza tego typu refleksjami korpulentna Agatha Crispies wypowiada słowa na temat miłości do książek, pod którymi podpisuję się wszystkimi kończynami. Jednocześnie raz po raz spoileruje mi książki, które mam na swojej liście 100 dobrych tytułów – ale to taki drobny szczegół.

„Kocham książki. Wszystkie. Nie dyskryminuję. Wystarczająco dyskryminujemy już ludzi, żeby jeszcze dyskryminować ich dzieła. (…) Książka to wspaniały towarzysz, przyjaciel, kochanek. Wsuwa się do naszego łóżka, do naszej wanny, ląduje na naszej kanapie. Lektura jest chwilą samotności, czasem, który dzielimy wyłącznie z bohaterami, opowieścią, która staje się nasza. (…) Kiedy kocha się książki, kocha się każdą z nich, bez wyjątku – to gorsze niż uzależnienie od kawy czy nikotyny. Pragniemy przeczytać wszystko, co napisano. Nawet jeśli nie starczyłoby nam życia”.

Utożsamiacie się z tymi słowami? Jeśli tak, to uwierzcie mi, że książka się wam spodoba.

„Całe lato bez Facebooka” ma momenty, w których nieco się dłuży, jest przegadane i przefilozofowane. Jednak rekompensują to momenty, w których akcja przyspiesza i zakręca, a potem znowu zwalnia i przyspiesza i znowu zakręca. Coś jak książkowy rollercoaster. Wisienką na torcie jest błyskotliwy styl autora, który sprawia, że komedię detektywistyczną czyta się szybko i przyjemnie.

Zakończenie książki jest fe-no-me-na-lne i naprawdę zaskakujące. To dla niego warto było przebrnąć przez te 389 stron.

[OPIS WYDAWCY: Korpulentna, czarnoskóra porucznik policji Agatha Crispies zostaje dyscyplinarnie przeniesiona do Nowego Jorku w stanie Kolorado. Małe miasteczko w odległym zakątku Ameryki, wszechobecny rasizm, brak zasięgu sieci komórkowych. Nic się tu nigdy nie dzieje. Porucznik Crispies walczy z nudą, prowadząc klub czytelniczy w miejscowym komisariacie i żyje nadzieją, że pewnego dnia dostanie w końcu śledztwo dotyczące czegoś ciekawszego niż wiewiórki. Jej życzenia zostają wysłuchane: spokojnym miasteczkiem wstrząsa (wreszcie) seria gwałtownych zbrodni. Morderstwa i tajemnicze zaginięcia okazują się prawdziwym sprawdzianem wiedzy literackiej bohaterki.]

3329

Romain Puértolas
„Całe lato bez Facebooka”
Tłum.: Maria Zawadzka-Strączek
Wydawnictwo Sonia Draga
Premiera: 18 lipca 2018

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Sonia Draga

Chcesz być na bieżąco? Wpadnij na mojego Facebooka!

Lubisz oglądać ładne obrazki? Zajrzyj na mój Instagram!