„Good girls”: Serial, który przeszedł bez echa, a jest absolutnym hitem!

Dzisiaj przychodzę do was z serialem, który podbije Wasze serca. Skąd ta pewność? Takie rzeczy się po prostu wie. Jeśli zadajecie sobie pytanie, czy warto oglądać serial „Good Girls” odpowiem na nie krótko: WARTO. A potem oczywiście tę myśl rozwinę, bo po to w końcu jest ten blog.

Na serial trafiłam dzięki rekomendacji Zwierza i gdyby nie to, w ogóle nie miałabym o nim pojęcia. Pojawił się na Netflixie niespodziewanie i właściwie po cichu. Nie było wielkiej promocji, ani szumnych zapowiedzi. Być może dlatego, że został wyprodukowany przez amerykańską stację NBC, a Netflix zakupił tylko prawa do emisji.

Trzon „Good girls” stanowią trzy kobiety. Pozwólcie, że Wam je przedstawię.

[UWAGA! NIEKTÓRE FRAGMENTY TEGO TEKSTU MOGĄ ZOSTAĆ UZNANE ZA SPOILER]

Beth

gg1

Beth (Christina Hendricks) jest matką czwórki dzieci. Piękną, pełną klasy kobietą, z tak zwanymi kurwikami w oczach. Poznajemy ją w momencie,  w którym dowiaduje się, że mąż zdradza ją w najbardziej perfidny i mało wyszukany sposób – ze swoją sekretarką.  Dodatkowo okazuje się, że konta, z których do tej pory Beth czerpała pieniądze, już nie chcą współpracować, bo brakuje na nich środków.

Nasza bohaterka w pełni poświęciła się swojej rodzinie i to decyzja, którą podejmuje wiele kobiet. Po prostu są matkami i żonami na pełny etat, nie pracując jednocześnie „zawodowo”. Jeśli taka sytuacja odpowiada wszystkim stronom – to czemu nie? Gorzej, jeśli w którymś momencie przestaje…

Najprościej rzecz ujmując – po raz pierwszy w trakcie swojego idealnego życia Beth dosłownie staje pod ścianą. I tu pojawia się pytanie. Czy Beth ma czekać czekać aż ją rozstrzelają, czy powinna wziąć się do roboty i tę ścianę zburzyć?

Tu można zapewne domyślić się jaki jest dalszy ciąg historii. Nikt by nie chciał oglądać serialu o rozstrzeliwanych kurach domowych. Prawda?

Annie

gg2

Annie (Mae Whitman) jest młodszą siostrą Beth. I jak to często w siostrzanych relacjach bywa – panie raz się kłócą do upadłego, a raz rzucają się sobie w ramiona. Ta bohaterka jest – przynajmniej z definicji – kimś, kogo określa się jako „kobietę po przejściach”.

Jest poniżej 30-tki, a już ma na koncie jeden brawurowy rozwód i nastoletnią córkę, która pozwala mówić do siebie w żeńskiej formie, natomiast jej fizjonomia świadczy o tym, że wolałaby być mężczyzną. (Ten wątek z resztą jest bardzo ważny i moim zdaniem świetnie poprowadzony, natomiast nadaje się na rozkminę w osobnym materiale).

Annie walczy o prawo do opieki nad Sadie ze swoim mężem i jego naprawdę bardzo dziwną, nową żoną. Do tego nasza bohaterka pracuje w supermarkecie i ma szefa, którego ego wyrasta niestety ponad poziom IQ – a prościej: jest dupkiem. (O! To już kolejny!)

To ona w pewnym sensie jest inicjatorką akcji, która odmieni życie wszystkich trzech bohaterek i dotknie przynajmniej jeszcze kilka innych osób.

Ruby

gg3

Każdy, kto pracował kiedykolwiek w gastronomii wie, że nie jest to ani łatwa ani lekka robota, a do tego płacą psie pieniądze. Jeśli dodatkowo okazuje się, że twój mąż nie zarabia kokosów, a twoja córka jest poważnie chora, robi się z tego sytuacja podbramkowa. Ruby (Retta) nie jest jednak kobietą, która łatwo się poddaje. Nawet w sytuacji, w której wychodzi na to, że ty właściwie łamiesz prawo, a twój mąż tego prawa strzeże.

Ruby poszłaby w ogień za swoimi przyjaciółkami. W wielu sytuacjach, które są mocno zaskakujące i kontrowersyjne, bez mrugnięcia okiem staje po ich stronie. Jest też (mimo wszystko) głosem rozsądku dla całej ekipy.

Bonusami „Good girls” są także całkiem dobre męskie postacie: gangster Rio (Manny Montana, którego ja znam z serialu „Graceland”), mąż Beth – Dean (Matthew Lillard, czyli Kudłaty ze „Scooby-doo”), mąż Ruby – Stan (Reno Wilson, który jakimś cudem zawsze gra glinę, np. w „Mike i Molly”) i szef Annie – Boomer (David Horsnby).

„Good girls” go bad

Po co wam przedstawiam te panie? Po to, abyście próbowali wyobrazić sobie, że pewnego pięknego dnia wszystkie trzy postanawiają dokonać napadu, aby podreperować domowe budżety. Tylko, jak to zwykle w dobrych serialach bywa, nie wszystko idzie po ich myśli.

Twórcy w rozwoju fabuły zdecydowali się na zastosowanie efektu kuli śnieżnej. Zaczynamy od drobnego, niewiele znaczącego przewinienia po to, aby skończyć na… (NO CO WY! PRZECIEŻ WAM NIE POWIEM JAK SERIAL SIĘ KOŃCZY!).

giphy

Nie tylko dla kobiet!

Taką linię fabularną, kiedy dobry bohater staje się zły znamy między innymi z „Breaking Bad”, czy „Trawki”. Natomiast pierwszy raz mamy do czynienia z taką konfiguracją bohaterów. Do tego bohaterki są wspaniale wielowymiarowe (o! to zupełnie jak prawdziwi ludzie!). Role, które pełnią w życiu są bardzo ważną osią całej historii, natomiast nie najważniejszą. I tu wszystkie feministki powinny być zadowolone z takiego obrotu spraw. Z resztą pierwszy odcinek pierwszego sezonu zaczyna się mocno feministycznym akcentem.

W „Good girls” mamy dużo naprawdę kreatywnego humoru, a także sporo poważnych spraw i życiowych rozterek. Wszystko to jest wspaniale wyważone.

Chociaż mamy do czynienia z dużą ilością dupków w całym serialu (a z tym zwłaszcza kobiety potrafią się utożsamić), to proszę, nie myślcie, że to serial wyłącznie dla płci pięknej.  Męscy reprezentanci gatunku także będą zachwyceni.

Dam sobie obie ręce uciąć, że serial wam się spodoba co najmniej tak jak mi. Nie marnujcie więc proszę już czasu, tylko zabierzcie się za oglądanie i najlepiej od razu po seansie DAJCIE MI ZNAĆ NA FACEBOOKU, czy (znowu) miałam rację!

Serial jest dostępny na platformie Netlfix. Wiadomo już, że został zamówiony drugi sezon. W pierwszym czeka na Was 10 odcinków, które trwają ponad 40 minut.

NBC.com-GoodGirls-AllShowsImage-1920x1080

Chcesz być na bieżąco? Wpadnij na mojego Facebooka!

Lubisz oglądać ładne obrazki? Zajrzyj na mój Instagram!

 

 

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.