Tragedia na plaży. O niszczącej sile niewypowiedzianych słów

Mamy taką sytuację: Para z kilkuletnim stażem jest właśnie w środku bardzo burzliwej kłótni. Lecą obelgi. Kobieta wypomina swojemu mężczyźnie, jak to 5 sierpnia 2010 roku o 17:54 brzydko się na nią popatrzył, a 10 września 2012 o 14:33 nie pamiętał, jaki jest jej ulubiony kolor. On stoi bezradny i słucha. Napięcie rośnie. Ona nie odpuszcza i robi przegląd wszystkich grzechów: rozrzucone brudne skarpetki, niespuszczona deska do klopa, chrapanie, ciągłe podrywanie koleżanek, zamiłowanie do piwa, kompletny brak romantyzmu i jakichkolwiek starań.

On próbuje się bronić, ale mu nie wychodzi. Ona właściwie nie bardzo chce go słuchać.

W końcu on pakuje walizkę, wychodzi i trzaska drzwiami, a ona zastanawia się, o co tak właściwie się pokłócili. Później dociera do niej, że to była ich pierwsza kłótnia, a jeszcze później, że ostatnio właściwie nie tylko się nie kłócili, ale też i nie rozmawiali. W ogóle.

Potem okazuje się, że przez lata się nie zauważali, nie doceniali, nie szanowali, a na końcu nie kochali. Rozstają się. I wtedy każdy zdziwiony pyta: ALE JAK TO MOŻLIWE?

I właściwie odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta: DLATEGO, ŻE ZE SOBĄ NIE ROZMAWIALI. Wiecie, nie o tym, co zjeść dzisiaj na kolację albo, gdzie pojechać na wakacje. Bo o tym ludzie, nawet w tych najbardziej beznadziejnych relacjach rozmawiają. Nie rozmawiali o swoich planach, marzeniach, obawach. Nie mówili o tym, czego od siebie oczekują. Nie wyrażali swoich potrzeb.

Tak oto można zmienić bieg całego życia – przez zaniechanie – „Na plaży Chesil”

Powyższy cytat pochodzi z książki „Na plaży Chesil” Iana McEwana, która stanowi fascynujące studium przypadku.

Bohaterami tego dzieła są świeżo upieczeni małżonkowie: Florence i Edward. Oboje mają po 22 lata. Są młodzi, naiwni i niedoświadczeni w każdej możliwej sferze. A już zwłaszcza w tej erotycznej.

Cała akcja rozgrywa się w 1962 roku, czyli kilka lat przed rewolucją seksualną. Państwo młodzi wychowywani byli na grzecznych i pruderyjnych. Nie było mowy o tym, że porozmawiać ze swoimi rodzicami o seksie. Zresztą wątek trudnych relacji z rodzicami przewija się przez całą książkę nie tylko w tym kontekście. Ani Florence ani Edward nie mieli z nimi dobrego kontaktu.

Technicznie rzecz ujmując Edward oświadcza się swojej ukochanej tylko dlatego, że położyła rękę na jego penisie. (We wczesnych latach 60., zwłaszcza w purytańskiej Anglii, na seks trzeba było poczekać do ślubu). I w wyniku tej decyzji podjętej pod wpływem impulsu, dochodzi w końcu do zawarcia małżeństwa.

Nasi bohaterowie dobrali się wspaniale. Oboje są na swój sposób wrażliwi i ambitni, mają podobne cele i nawzajem się motywują. Dają sobie wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Florence wie, że Edward ją kocha, a on jest przekonany, że świeżo upieczona żona będzie z nim szczęśliwa. Dopóki nie dochodzi do tragedii.

Nagle okazuje się, że niewypowiedziane słowa mogą bardzo wpłynąć na to, jak potoczy się nasze życie. Nawet bardziej niż te rzucone w gniewie. A tych niedopowiedzeń jest między naszymi bohaterami tak dużo, że w pewnym momencie dochodzi do wybuchu. Takiego, który zaważy na całym ich życiu.

Zrozumiała nagle, na czym polega ich problem: byli wobec siebie zbyt grzeczni, zbyt powściągliwi, zbyt bojaźliwi, chodzili wokół siebie na paluszkach, mrucząc, szepcząc i oglądając się na siebie. Prawie się nie znali i nigdy nie mieli szansy się poznać z powodu przyjaznego milczenia, które zacierało dzielące ich różnice, krępowało ich i zaślepiało – „Na plaży Chesil”

Ian McEwan jest mistrzem krótkich form. W tym wypadku całą historię udało mu się zawszeć na niecałych 200 stronach. Tę charakterystyczną cechę można uznać za zaletę, chociażby ze względu na styl autora. W dłuższych formach sposób, w który McEwan pisze, mógłby wydawać się mocno nużący (jak na przykład w liczącej 400 stron „Pokucie” przez którą nigdy nie przebrnęłam). Tutaj wszystko czyta się sprawnie, choć nie jest to lektura lekka. Mnie zostawiła z kilkoma bardzo poważnymi przemyśleniami. Myślę, że u was może skończyć się to podobnie.

A jak już przeczytacie książkę, wybierzcie się do kina. „Na plaży Chesil” od 13 lipca można zobaczyć właśnie na dużym ekranie. W role Florence i Edwarda wcielili się Saoirse Ronan i Billy Howle.

d_4102

[OPIS WYDAWCY: Czerwiec 1962 roku. Para nowożeńców przybywa do hoteliku na południowym wybrzeżu Anglii, by spędzić tam noc poślubną. Florence, córka biznesmena i filozofki, jest utalentowaną skrzypaczką marzącą o założeniu własnego kwartetu smyczkowego. Edward to zdolny absolwent historii interesujący się wpływem wielkich ludzi na kształt dziejów.

Oboje z niepokojem myślą o chwili, gdy skonsumują małżeństwo – ona boi się fizycznego zbliżenia, on obawia się, że nie sprosta czekającemu go zadaniu. Niemożność pokonania barier i nieumiejętność rozmowy o wspólnych problemach doprowadzą do dramatu…]

Ian McEwan
„Na plaży Chesil”
Tłum.: Andrzej Szulc
Wydawnictwo Albatros
Premiera: 13 lipca 2018

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Albatros

logotyp-albatros