Jestem lepsza, bo czytam

Dobry tytuł, nie? Taki skłaniający do dyskusji i refleksji, a może nawet do awantury, prawda?

Technicznie rzecz ujmując, tytuł nie jest mój. Jeśli choć przez chwilę śledzisz mojego bloga, już wiesz, że takie słowa nigdy nie padłyby z moich ust. Padły za to jakiś czas temu na pewnym kanale na YouTube i wywołały aferę, która zatacza coraz szersze kręgi.

Być może miał tutaj miejsce bardzo sprytny zabieg stosowany od lat we wszelkich „starciach internetowych”, a mianowicie: mały atakuje dużego. Pani Paulina z kanału na YouTube „Z czym To się Czyta” (pisownia oryginalna),  mająca około tysiąca stałych widzów, postanowiła wejść w polemikę z parą youtuberów, prowadzących konto „Strefa Czytacza” (16 tysięcy widzów).

Efekt, poza wywołaniem naprawdę  burzliwej dyskusji, dla pani Pauliny powinien być zadowalający. Bo filmik pod tytułem „Jestem lepsza, bo czytam!” zobaczyło już ok. 6 tysięcy osób, czyli średnio dziesięć razy więcej, niż oglądało jej pozostałą twórczość.

W związku z tym na samym początku tej polemiki, składam na jej ręce serdeczne gratulacje!

A teraz przejdę do rzeczy.

Na jakie KATEGORIE dzielą się czytelnicy?

W całej swojej wypowiedzi Pani Paulina używa słów-wytrychów, które gwałtownie podniosły mi ciśnienie krwi. A ponieważ wysłuchałam całych 27 minut megalomańskiego wywodu, zrozumcie, że mogę mieć trudności z byciem miłą i sympatyczną. Co to za słowa, które tak na mnie działają? – zapytacie. Już spieszę z odpowiedzią.

Recenzentka w swoim monologu na temat czytelnictwa używa słów takich jak:
– poziom umysłowy
– obostrzenia
– rodzaje czytelników
– prestiż
– kategorie czytelników.

Bo według niej, to właśnie są najważniejsze kwestie dotyczące czytelnictwa.

Pani Paulina co kilka sekund używa także zwrotów „na przykład”, czy „po prostu” i w sumie w całym wywodzie padają one kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy – ale oczywiście nie podejrzewam jej o to, że robi to celowo. Ma przecież – jak sama twierdzi – bardzo bogaty zasób słownictwa, właśnie dzięki „literaturze wysokiej”.

Inna sprawa, że gdyby odrzeć całą wypowiedź z pustych frazesów i wyświechtanych zwrotów, okazałoby się, że treści zostało może na 5 minut. (To trochę jak w niektórych „ambitnych” książkach! Przypadek? Nie sądzę!)

Słowo „literatura lekka” na kanale „Z Czym to się Czyta” wymawiane jest z taką pogardą, jakby sam fakt, że ktoś bierze do ręki książkę określaną tym słowem, czyniło z niego człowieka odrażającego.

Ale nie, żebym była jakaś strasznie surowa i wredna. W całym tym filmiku jest jedno stwierdzenie, z którym zgadzam się w stu procentach!

Pani Paulina mówi: „TUTAJ TRZEBA ZAZNACZYĆ, ŻE NIE ZAWSZE CZYTAJĄC LITERATURĘ KLASYCZNĄ, STAJEMY SIĘ NIESAMOWICIE MĄDRYMI LUDŹMI”.

I właściwie sama chwilę później to udowadnia. Wspaniała rzecz!

Bo widzicie, według mnie mądry człowiek nie ma obsesji na punkcie klasyfikowania siebie i innych i nie potrzebuje budować swojego poczucia wartości, na tym, że kogoś poniża. Nie buduje go także tylko i wyłącznie dzięki lekturom, które przeczytał. Mądry człowiek nie ocenia, a jeśli ocenia, to potrafi to rozsądnie i logicznie uzasadnić. Mądry czytelnik szanuje wybory czytelnicze innych. 

Tymczasem Pani Paulina, co kilka minut rzuca stwierdzeniami typu:

Mamy pierwszy rodzaj czytelników, czyli takich, którzy czytają książki po prostu dlatego, że czytać się nauczyli. Nie oczekują od tej książki niczego. Tylko i wyłącznie rozrywki rodzaju najprostszego.

Lub:

Ludzie, którzy niewiele mają w głowie i czytają tylko i wyłącznie literaturę współczesną i uznają klasykę za nudną.

Albo:

Spotkałam ludzi, którzy nie rozumieją słów których używam jak na przykład:
nepotyzm, pesymizm, optymizm, ambiwalentny (…) a później okazało się, że są to ludzie, którzy nie czytają książek!

Ewentualnie:

„Bardzo często czuję się mądrzejsza od innych ludzi. Nie jest to poczucie, które zawsze jest wygodne”

(powinnam tłumaczyć różnicę między tym, co znaczy BYĆ kimś, a kimś się CZUĆ? Chyba nie muszę, prawda? Ja czasem w piątki o 13 czuję się rosyjską księżniczką 😉 )

Książka książce nierówna

W moim tekście „W nienawiści do książek, tak zostałem wychowany” – pisałam o tego typu osobach:

„Książki kojarzą nam się z nudziarstwem i przymusem, a nie z zabawą. Poza nauczycielami, którzy nie potrafią kreatywnie zachęcić swoich uczniów do czytania,  w dużej mierze przykładają się do tego także książkofile.

W jaki sposób? Ano w taki, że często czują się lepsi od nieczytających i zamiast swoją postawą zachęcać do wzięcia książki w rękę, robią wręcz odwrotnie.  Jest wiele książek po które nigdy w życiu nie sięgnę, ale nie przyszłoby mi do głowy, żeby wyśmiewać kogoś, komu czytanie ich sprawia RADOŚĆ. Nie ma dla mnie znaczenia, co ten ktoś czyta. Ważne, że czyta”.

I ten cytat znakomicie oddaje moje stanowisko w sprawie takiego klasyfikowania opartego niestety, nie na celnych argumentach, a na niebywale wybujałym ego.

Najbardziej smutny w tym wszystkim jest fakt, że do przekonania o wyjątkowości Pani Pauliny przyczyniło się również jej wykształcenie. Albowiem recenzentka jest filologiem klasycznym. Co – przynajmniej w jej opinii – daje jej prawo poniżać tych, którzy na studiach nie czytali „Iliady” ani „Odysei”.

I teraz pytanie za sto punktów: zobaczcie filmik, posłuchajcie uważnie, a potem odpowiedzcie sobie na pytanie: czy macie ochotę sięgnąć po literaturę „wysokich lotów”? Czy Pani Paulina jest dla was wzorem? Czy chcielibyście być tacy mądrzy jak ona? Bo widzicie, człowiek w pewnym sensie „składa się” ze wszystkich książek, które w życiu przeczytał. I jeśli w ich wyniku staje się człowiekiem reprezentującym przerost formy nad treścią z wybujałym ego, to ja tam już bym wolała czytać E.L. James (a to, jak twierdzi Pani Paulina, to „śmieć”).

Pani Paulina podkreśla również namiętnie, że książka książce jest nierówna, a co za tym idzie i czytelnik czytelnikowi także nie jest równy. ALEŻ OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! To jest taki banał, że aż boli. To oczywiste, że książki różnią się od siebie jakością, stylem, gatunkiem, historiami, bohaterami, a na końcu tym, kto je napisał i w jaki sposób.

Ja mogę w recenzji napisać, że uważam, iż dana książka jest kiepskiej jakości literaturą, a mogę napisać, że jesteś idiotą, jeśli ci się spodobała. Wybieram tę pierwszą opcję.

Bo między mówieniem, że między dwiema książkami nie można postawić znaku równości, a ocenianiem, która książka jest lepsza, a która gorsza, jest ogromna różnica. Zwłaszcza, kiedy patrzymy na to przez pryzmat stwierdzenia, że jedni czytelnicy są tego lepszego sortu, a inni gorszego. Bo kto ma uprawnienia do takiego oceniania? Jakaś książkowa policja?

Ja to czuję się już w ogóle zdezorientowana – bo na półce mam Homera, Stendhala, Dostojewskiego czy Kafkę i (omatkoboskokochano!) także E.L. James i „Zmierzch”. I kim ja teraz jestem? Jestem mądra, czy głupia? Łapie się do tego lepszego sortu czytelników? Czy gorszego?

A może pozwólmy ludziom czytać to, na co mają ochotę, a przede wszystkim to, na co mają CZAS? Bo ja „Homera” czytam już miesiąc, a „50 twarzy Greya” przeczytałam w jeden dzień. To chyba jednak też ma znaczenie.

I oczywiste jest, że jedne książki zostają w nas na dłużej, skłaniają do refleksji i namysłu, dają nam wiedzę, która może przydać się w życiu. Ale są też książki, po które sięgamy tylko po to, aby na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Później odkładamy je na półkę i o nich zapominamy. I ja naprawdę nie widzę w tym nic złego.

Tymczasem w tej dziwnej dyskusji, podzieliliśmy się na obozy. I zamiast wspierać kogoś w pasji, jaką jest czytanie, próbuje się wprowadzać dziwne podziały na czytelników lepszych i gorszych. Ja takim podziałom mówię stanowcze NIE.

Czytajcie książki takie, na jakie macie ochotę. I nie dajcie sobie wmówić, że coś, co czytacie jest bezwartościowe.

I jeszcze odpowiadając na pytanie Pani Pauliny, które zadaje na końcu filmu: KTO JEST LEPSZY: LUDZIE, KTÓRZY KSIĄŻKI CZYTAJĄ, CZY CI, KTÓRZY KSIĄŻEK NIE CZYTAJĄ?

Odpowiem: LUDZIE, KTÓRZY NIE ZADAJĄ TAKICH GŁUPICH PYTAŃ.

Pozdrawiam z obozu: „NIE WAŻNE, CO KTOŚ CZYTA, BYLE CZYTAŁ”.

Katarzyna Krawczyk, Dobre Tytuły

(jeśli chcecie obejrzeć filmik, o którym tutaj mowa, poszukajcie sobie go na YouTube. Moja strona nie jest w stanie pomieścić ego Pani Pauliny, miejsca wystarczyło tylko na kilka cytatów).

Chcesz być na bieżąco? Wpadnij na mojego Facebooka!

Lubisz oglądać ładne obrazki? Zajrzyj na mój Instagram!

 

Reklamy

There are 6 comments

  1. Gosia Dl

    Popieram w całej rozciągłości 😊
    Czasem, gdy czytam opinie tych „lepszych czytelników” to wstyd się przyznawać, że też lubię czytać.

    1. dobretytuly

      No coś Ty! Nigdy się tego nie wstydź 😉 a jak widać, nawet jeśli ktoś czyta dużo mądrych książek, nadal może okazać się bucem!

    1. dobretytuly

      Haha! Ja wytrzymałam te prawie 30 minut, bo już na początku się we mnie zagotowało i wiedziałam, że będę sie do tego chciała odnieść. Musiałam mieć pełny obraz całej sytuacji. Choć właściwie te najciekawsze „złote myśli” znalazły się w powyższym tekście, więc niewiele straciłaś 😁

  2. Drewniana Ja

    Po wysłuchaniu tej pani, stwierdzam, że nawet jeśli będzie ona używała miliony mądrych słów, to ze swoim podejściem i tak dla nikogo nie będzie nigdy autorytetem. A mądre słowa można wyczytać chociażby w słownikach wyrazów obcych, synonimów, frazeologicznych itp. Żadna wielka filozofia, studia do tego nie są potrzebne ;).
    Swego czasu żyłam w mylnym przekonaniu, że osoby kochające książki i lubiące czytać, to jedna wielka rodzina, w której nie ma zawiści, rywalizacji itp. Jak bardzo się pomyliłam okazało się gdy wygrałam pierwszą w życiu książkę na lubimy czytać i zostałam shejtowana, przez panią pokroju tej pani z youtuba. Też uważała się za mądrzejszą od wszystkich, oczytaną bardziej niż inni i lepszą od pozostałych. Cóż…życie.
    Teraz nastała moda nie tyle na czytanie klasyków, co na mówienie o tym iż się ich czyta. Już na kilku instagramach widziałam zapewnienia, że klasyka jest w ich świecie pozycją codzienną. Hmm.. posty opublikowane, po wypowiedzi pani z youtuba. Przypadek?
    Sama sięgam po klasykę gdy czuję taką potrzebę. Ulubieni : Dostojewski, Tołstoj, Dołęga-Mostowicz, czy Stendhal przywędrowali ze mną z Polski do Norwegii i cóż… też stoją na półkach obok kryminałów, obyczajówki i takich tam. Jakoś się nie gryzą, kartki nie fruwają. Nie czuję się ani lepsza ani gorsza czytając książki na jakie mam ochotę. Ważne, że sprawiają mi przyjemność i mnie relaksują. I chciałoby się powiedzieć- nie zaglądajmy sobie w książki, szanujmy nawzajem swój wybór czytelniczy. Nie ma lepszych i gorszych. Są tylko czytacze 😉 podpisano https://www.instagram.com/rybana_otulonaksiazka/

    1. dobretytuly

      Ten komentarz jest bardzo cenny i potrzebny. Przede wszystkim dlatego, że piszesz o szacunku 😉 Bo to mnie jednak najbardziej boli. Mnie się może jakaś książka po prostu nie podobać, kwestia gustu, ale czy to oznacza, że mam jednocześnie obrażać kogoś, komu się podobała? Nie sądzę.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.