Szeri, szeri lejdi, czyli o książce „Jej wisienki” Penelope Bloom

Nie mam dobrych doświadczeń z dziewicami w literaturze. Zwykle przedstawiane są jako kompletnie nieporadne, brzydkie, zaniedbane, a już na pewno zdesperowane. W przypadku książki „Jej wisienki” jest na szczęście zupełnie inaczej.

Projekt bez tytułu (41)

Główna bohaterka, 25-letnia Hailey jest może trochę roztargniona, jednak to właściwie jedyna cecha, która może odrobinę przeszkadzać czytelnikowi. Poza tym dziewczyna ma swoje zdanie, szacunek do siebie, jest zaradna, a do tego utalentowana – potrafi piec same pyszności i prowadzi swoją własną cukiernię.

Hailey dostała do pary Williama. Absurdalnie przystojnego, bogatego chłopaka z nieco kłopotliwym hobby – i tu kolejne brawa za przełamanie sztampy. Wyobraźcie sobie, że obiekt westchnień głównej bohaterki ma wady! I to całkiem poważne, a nie jakieś fiu-bzdziu. To jednak miła odmiana od tych wszystkich pięknych, mądrych i bogatych panów w romansach, którzy nigdy nie nawalają.

Część „Wisienek” oczywiście płynie tradycyjnym romansowym fabularnym nurtem, William próbuje zdobyć Hailey, trochę mu wychodzi, trochę nie, ona by chciała, a trochę nie chce. W ich sprawy mieszają się rodzina i przyjaciele. Są nawet drobne komplikacje i pewna – nawet dość pikantna – scena na łódce. W tle tego wszystkiego pojawiają się biznesowe perypetie głównej bohaterki, a także coś, co dla mnie, jest najjaśniejszym punktem tej pozycji.

Są w książkach wątki, w których odnajdujemy samych siebie. Ja ten wątek znalazłam w relacji między główną bohaterką a jej babcią. Ja też mam taki egzemplarz babci przy boku – szczery, często zabawny, a już na pewno taki, z którym można o wszystkim porozmawiać. Ta relacja nie jest przekoloryzowana, tylko prawdziwa, naturalna pełna ciepła i… złośliwych docinek. Czego chcieć więcej?

Gatunkowo książce daleko jest do standardowego romansu, ja tu jednak widzę więcej komedii. Kilka razy naprawdę mocno parsknęłam śmiechem. Dlatego powiem wprost – jeśli chcecie się pośmiać, warto po tę książkę sięgnąć. Jeśli jednak ruszają was tylko rzewne historyjki o miłości, która jest mało realna, tu możecie się rozczarować.

Książka „Jej wisienki” jest kontynuacją serii wydanej przez Penelope Bloom, jej pierwsza część nazywała się… „Jego banan”. I uwaga – ja pierwszej części nie czytałam, jednak nie sprawiło mi to absolutnie żadnego kłopotu, a już na pewno nie przeszkodziło mi w dobrej zabawie przy czytaniu tej książki.

Wejdźcie na stronę Albatrosa i przeczytajcie sobie fragment „Wisienek”.

Gwarantuję, że już po przeczytaniu kilku pierwszych stron będziecie wiedzieć, czy ta książka jest dla Was, czy nie. Ja, jak już chyba sami widzicie, naprawdę gorąco polecam!

jej-wisienki-b-iext54238348

[OPIS WYDAWCY:

Jak poznałem Hailey?

Cóż, dżentelmen nigdy się nie przechwala… Na szczęście ja nie jestem dżentelmenem. Najpierw zapłaciłem za jej wisienki, a potem skradłem jej bukiecik. A jeszcze później? Zostawiłem swoją wizytówkę i wyszedłem.

Jak poznałam Williama?

Wszedł do mojej piekarni, kupił placek z wiśniami, ukradł wazon pełen kwiatów – wciąż nie mam pojęcia, po co mu one były – i zostawił wizytówkę.

Nie uratował mojego podupadającego interesu, nie sprawił, że mój walnięty były chłopak się odczepił, ale bardzo chciałam, żeby rozwiązał mój inny problem… dwudziestopięcioletniego dziewictwa.]

Penelope Bloom
„Jej wisienki”
Tłum.: Emilia Skowrońska
Wydawnictwo Albatros
Premiera: 5 czerwca 2019

Chcesz być na bieżąco? Wpadnij na mojego Facebooka!

Lubisz oglądać ładne obrazki? Zajrzyj na mój Instagram!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Albatros

logotyp-albatros

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.